Rozmowa z Andrzejem Poczobutem, białoruskim działaczem polonijnym.
Wiesław Generalczyk: Panie Andrzeju, nie chcę rozmawiać o polityce, lecz o życiu na Białorusi przed uwięzieniem. Nasi Czytelnicy – handlowcy i restauratorzy – chętnie przeczytają o codziennym funkcjonowaniu tam biznesu. Proszę powiedzieć jak wygląda sytuacja prywatnych przedsiębiorców w kraju, do którego chce Pan wrócić. Czy prowadzenie działalności gospodarczej wiąże się z problemami i jakie dostrzega Pan różnice pomiędzy Polską?
Andrzej Poczobut: Sytuacja, w której istnieją i działają przedsiębiorcy na Białorusi zasadniczo różni się od ich sytuacji w Polsce. Generalnie urzędnik jest niemal wszechwładny, do tego dochodzi duża ilość urzędów, które prowadzą kontrole przedsiębiorstw i przedsiębiorców. Zasada jest też taka, że żadna kontrola nie może się kończyć inaczej niż poprzez wykrycie naruszeń – w najlepszym wypadku drobnych wykroczeń, a jeżeli dana osoba wyznaczona została przez władze do „odstrzału” – sięga się po mocniejsze zarzuty. Na Białorusi jest takie powiedzenie, że oznaką sukcesu biznesmena jest jego aresztowanie. Jeżeli kogoś nie aresztują, to znaczy, że tak naprawdę nie dorobił się. Niemal wszyscy czołowi biznesmeni w kraju byli co najmniej raz aresztowani. Zazwyczaj w trakcie pobytu w więzieniu śledczym dostają propozycje od śledczego uznania swojej winy i wyrównania krzywd finansowych rzekomo wyrządzonych przez nadużycia gospodarcze. Po wpłacie do budżetu państwa wskazanej przez śledczych sumy pieniężnej odzyskują wolność. Prawo ułaskawiania, nawet przed wyrokiem sądu, ma Aleksander Łukaszenka. Uznanie winy oraz wypłacenie odszkodowania – są właśnie warunkami podobnego ułaskawienia. Oprócz tego na Białorusi dominuje własność państwowa, wszystkie najważniejsze przedsiębiorstwa są albo w 100 % państwowymi, albo jeżeli są spółkami to obowiązkowo z udziałem państwa, a ustawodawstwo skonstruowane jest tak, że wszystkie najważniejsze decyzji w podobnych sytuacjach mogą być podjęte tylko przy zgodzie na to odpowiednich urzędów państwowych. System, w którym istnieją białoruscy przedsiębiorcy bardzo się różni od tego co jest w Polsce. Zależność przedsiębiorcy od władzy, od urzędników jest ogromna.
Prezydent Lech Wałęsa w rozmowie z „Poradnikiem Handlowca” przyznał, że lubi samodzielnie robić zakupy – oczywiście w towarzystwie ochroniarza przydzielonego mu przez polskie władze. Jak wyglądało to w Pana przypadku? Czy na co dzień sam robił Pan zakupy i zwracał uwagę na ceny oraz wybór produktów, czy raczej zajmowała się tym żona? I gdzie najczęściej Pan kupował – w dużych sieciach handlowych czy w mniejszych, tradycyjnych sklepach?
Zakupy robiłem często tuż obok domu, w sklepie państwowym, więc w podstawowe produkty jak chleb czy mleko zaopatrywaliśmy się tam. Obok też jest rynek, gdzie mogłem zawsze wybrać warzywa oraz owoce i wolałem kupować u „prywaciarzy”. Chodzi o to, że jakość produktów u prywatnych kupców jest wyższa niż w sieciach handlowych, gdzie towar często ma niższą cenę, ale też gorszą jakość. Do tego zawsze wolałem wesprzeć prywatnego właściciela, a nie jakiś potężny i zbiurokratyzowany koncern państwowy.
Jak wspomina Pan gastronomiczne życie Grodna sprzed aresztowania? Czy prywatne restauracje i kawiarnie dynamicznie się wtedy rozwijały? Miał Pan swoje ulubione lokale, do których chętnie wracał?
Tak, przed 2020 rokiem dynamicznie rozwijały się w Grodnie prywatne restauracje i kawiarnie. Generalnie sfera obsługi jest jedną z nielicznych, gdzie dominuje prywatny biznes. W Grodnie było sporo niewielkich kawiarenek, gdzie parzono naprawdę dobrą kawę. Jednak fala represji, która dotknęła przedsiębiorców, którzy licznie uczestniczyli w protestach spowodowała, że większa część z nich wyjechała za granicę i teraz przebywa na emigracji. Z opowieści żony wiem, że większość kawiarenek, które lubiłem odwiedzać, już nie ma. Ale świat jednak nie cierpi pustki – w zamian otworzyły się nowe, prowadzone przez innych ludzi. Mam nadzieję, że już wkrótce będę mógł porównać smak i jakość robionej tam kawy z tymi smakami, które pamiętam.
Mimo ponad pięciu lat spędzonych w kolonii karnej mówi Pan o chęci powrotu na Białoruś. Skąd bierze się ta potrzeba? Czy to nie jest też przywiązanie do kraju, swojego domu, rodziców, żony oraz przyjaciół i codziennego życia, które tam Pan zostawił? A może to też nostalgia za miejscami, młodością, smakami i wspomnieniami sprzed lat?
Lubię Grodzieńszczyznę skąd pochodzę. Nie zważając na wszystko czuje się tam u siebie. Nadal mieszkają tam moi rodzice, których nie mogę zostawić bez opieki. Działa również Związek Polaków na Białorusi, do którego należę. To wszystko są przyczyny, dla których zamierzam wracać do Grodna. Nigdy nie chciałem zmienić na stałe miejsce zamieszkania. Lubię podróżować, zwiedzać różne miejsca, różne zakątki świata, ale potem zawsze wracać do domu. Moim domem jest Grodno i ta moja ostatnia, wielka podróż po „więziennym świecie” ona trwała bardzo długo, i mam nadzieję, że już niebawem wrócę w końcu do swego domu.
***
Andrzej Poczobut urodził się 16 kwietnia 1973 r. w Brzostowicy Wielkiej. W 1998 r. ukończył Wydział Prawa Grodzieńskiego Uniwersytetu Państwowego im. Janki Kupały. W latach 1999–2001 pracował jako wykładowca prawa w Grodzieńskim Państwowym Koledżu Politechnicznym oraz w Technikum Prawa i Biznesu. Następnie poświęcił się dziennikarstwu. Publikował m.in. w grodzieńskich mediach i na łamach niezależnego białoruskiego dziennika „Narodnaja Wola”. Był redaktorem naczelnym „Magazynu Polskiego”, wydawanego przez Związek Polaków na Białorusi.
Od 2006 r. jest korespondentem „Gazety Wyborczej” w Grodnie. Od lat 90. XX wieku aktywnie działa w Związku Polaków na Białorusi, pełniąc m.in. funkcję przewodniczącego Rady Naczelnej organizacji. Jako krytyk Aleksandra Łukaszenki spędził w białoruskim więzieniu i kolonii karnej, łącznie ponad 5 lat, za działalność dziennikarską oraz społeczną.
Jest laureatem nagrody im. Andrieja Sacharowa za Wolność Myśli – prestiżowego wyróżnienia Parlamentu Europejskiego przyznawanego obrońcom praw człowieka. W 2025 r. Prezydent RP nadał panu Andrzejowi Order Orła Białego, najwyższe polskie odznaczenie państwowe, które odebrał ze względu na pobyt w więzieniu 3 maja br.
oprac. red.