O Krajowym Systemie e-Faktur wiedzą już – i w tym momencie lub za moment będą musieli go używać – wszyscy przedsiębiorcy. Ja zaś dawno – co najmniej od czasów Polskiego Ładu, czyli sztandarowego projektu PiS, który zamienił się w klęskę – nie miałem tak mocnego poczucia, że jakiś system tak bardzo się nie uda i zarazem stanowi tak wielkie zagrożenie dla ludzi prowadzących biznesy. Trzeba przy tym pamiętać, że KSeF nie jest pomysłem obecnej władzy, natomiast ona – wbrew apelom – postanowiła go ostatecznie wdrożyć.
Jednak KSeF w swojej poprzedniej, dobrowolnej postaci działał już od początku 2022 r., a sama jego idea to pomysł z czasów rządów pana Morawieckiego. PiS planował również obowiązkowe wdrożenie systemu – wciąż można znaleźć w głębi archiwów rządowych stron zapowiedzi z połowy 2023 r., czyli jeszcze sprzed wyborów, że tak właśnie się stanie. Najpierw miało to nastąpić od stycznia 2024, potem datę przesunięto na 1 lipca 2024 r. Ostatecznie system zacznie obowiązywać od 1 lutego tego roku.
Zagrożenia i obciążenia, jakie generuje KSeF, można podzielić na kilka grup. Pierwsza to techniczna niesprawność systemu. Nie są to spekulacje – jeszcze niedługo przed wejściem KSeF w życie uruchamiano specjalne środowiska testowe, które po prostu zawodziły. Jeśli KSeF się zawiesi, podatnik ma obowiązek wystawiania faktury poza systemem, ale potem musi ją do niego wprowadzić w okresie do 7 dni od zakończenia problemu. Wziąwszy pod uwagę, jak zawodny wydaje się system, może to rodzić dla przedsiębiorców ogromne kłopoty. Jeżeli nastąpi seria awarii, później handlowcy będą ślęczeć nad wpisywaniem zaległych faktur do KSeF, co z kolei może być przerwane ponownymi awariami. Co wtedy? Jak podejdzie do tego skarbówka? Biorąc pod uwagę jej bardzo agresywne działania w ostatnim czasie, można mieć spore obawy.
Druga grupa problemów – ważnych zwłaszcza dla małych firm, czyli na przykład niewielkich, rodzinnych sklepów czy kiosków spożywczych – to następne, gigantyczne obciążenia organizacyjne. Podczas gdy w wielu państwach małe działalności wymagają minimum formalności, w Polsce kolejny raz zmusza się drobnych przedsiębiorców do adaptacji do skomplikowanego nowego systemu. Zamiast upraszczania, mamy nieustanne podnoszenie poziomu trudności, działalność gospodarcza powoli staje się natomiast niedostępna dla osób, których nie stać na bieżącą pomoc techniczną i księgową, a same nie radzą sobie zbyt dobrze z kwestiami technicznymi.
Po trzecie wreszcie – i być może to jest najważniejsze – istnieją ogromne obawy, że KSeF tworzy system permanentnej inwigilacji, którego nie da się sensownie uzasadnić potrzebą zapobiegania oszustwom. Nie tylko przedsiębiorcy, lecz także eksperci wskazują, że KSeF to kopalnia wiedzy o bieżącej działalności praktycznie każdej firmy, a więc również znakomita okazja dla nieuczciwej konkurencji, aby nielegalnie zdobywać tę wiedzę poprzez korumpowanie urzędników, mających do niej dostęp. Tych ostatnich obaw nie da się zbyć standardowym frazesem, że „uczciwi nie mają się czego bać”.
Polskie państwo nie jest przyjazne ani wobec swoich obywateli, ani przedsiębiorców – czego dowodzi samo forsowanie KSeF. I to niestety ocena niezależna od tego, kto w danym momencie sprawuje władzę. Jeżeli ta dostaje w swoje ręce instrument tak potężny, jak startujący system, można założyć, że będzie go wykorzystywać także do wywierania presji na konkretne podmioty czy że dostęp do niego zyskają służby. To przykre, ale państwu zwyczajnie nie można ufać. KSeF jest pomysłem fatalnym. To po prostu co najmniej o krok za daleko. Nawet jeśli skutkiem będzie zapobieżenie jakiejś liczbie oszustw, to i tak nie uzasadnia to uruchamiania tej ogromnej, w gruncie rzeczy inwigilacyjnej machiny, będącej wspólnym dziełem rządzących poprzednio i obecnie.