CMR: Sprzedaż w sklepach małoformatowych w czasie epidemii koronawirusa

Aktualności

CMR: Sprzedaż w sklepach małoformatowych w czasie epidemii koronawirusa

Ostatnie 3 miesiące to dla sklepów małoformatowych czas trudny, ale i bardzo ciekawy, ponieważ jak nigdy wcześniej o tym, co i kiedy się sprzedaje, decydowały rozporządzenia i zalecenia sanitarne, a także obawy klientów związane z epidemią koronawirusa. Rekordowe kwoty na paragonach, puste półki z mydłem, spirytusem i drożdżami, spadek sprzedaży produktów impulsowych i niespotykane wcześniej zainteresowanie ryżem czy kaszą na długo zostaną w pamięci, ale wygląda na to, że raczej nie zmienią na trwałe zwyczajów zakupowych Polaków.

Łącznie w ostatnich 3 miesiącach, czyli od marca do maja 2020 r., wartość sprzedaży w sklepach małoformatowych wzrosła o 9,1% w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej, choć liczba transakcji była w tym czasie aż o 20% niższa. Duża ostrożność i ograniczenie do minimum wyjść z domu (czyli robienie zakupów rzadziej, ale większych, na kilka dni), a z drugiej brak okazji do szybkich i krótkich wizyt w sklepach (wcześniej odwiedzanych często po drodze do lub ze szkoły czy pracy, w celu kupienia np. napoju, przekąski czy dania gotowego) sprawiły, że w pierwszych tygodniach kwarantanny klientów było nawet o jedną trzecią mniej niż rok wcześniej. Pod koniec kwietnia liczba transakcji zaczęła jednak systematycznie rosnąć. Przełożyło się to oczywiście na średnią wartość koszyka – w ostatnich 3 miesiącach klienci sklepów małoformatowych wydawali na zakupy średnio nieco ponad 20 zł (czyli o prawie 30% więcej niż przed rokiem), ale w rekordowym tygodniu wielkanocnym średnia wartość paragonu sięgała 27 zł. W ostatnich trzech miesiącach duże wzrosty sprzedaży odnotowały produkty zbożowe (wzrost o 35% w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej), przyprawy i dodatki kulinarne (o 34%), mrożonki, paczkowane produkty mięsne, a także przetwory owocowe i warzywne oraz produkty mleczne. Spadki odnotowały natomiast napoje (klienci sklepów małoformatowych wydali na nie o 7% mniej niż przed rokiem), lody (spadek o 5%) i słodycze (spadek o 3%). Zainteresowanie poszczególnymi kategoriami w całym omawianym okresie bardzo dynamicznie się zmieniało.

Mydło, drożdże i makaron na zapas

W sklepach małoformatowych do 300 mkw. pierwszą zmianą jaką można było zaobserwować w związku z epidemią koronawirusa był zauważany już w ostatnim tygodniu lutego wzrost popytu na mydła. Większe zmiany w sprzedaży produktów spożywczych odnotowano dopiero w pierwszym tygodniu marca, kiedy podano informację o pierwszym potwierdzonym przypadku koronawirusa w Polsce. Bardziej zapobiegliwi klienci już wtedy zaczęli gromadzić żywność o przedłużonym terminie trwałości jak np. mąka, makaron czy warzywa w puszkach. Rekordowe wzrosty sprzedaży odnotowano jednak w drugim tygodniu marca, kiedy ogłoszono stan zagrożenia epidemicznego i poinformowano o zamknięciu na dwa tygodnie szkół i przedszkoli. W sklepach rozpoczęło się wówczas wielkie uzupełnianie zapasów i przygotowanie do kwarantanny – wzrosty sprzedaży notowały wówczas niemal wszystkie kategorie spożywcze, jednak najszybciej z półek znikały produkty suche i o długim terminie przydatności do spożycia, takie jak np. mąki, ryż (w tym jednym tygodniu wydatki na nie były o kilkukrotnie wyższe niż w tym samym okresie rok wcześniej), makaron, kasze czy konserwy mięsne, a także papier toaletowy (klienci wydali na nie 4 razy więcej niż rok wcześniej). Najbardziej poszukiwanym produktem zarówno w okresie robienia zapasów, jak też pierwszych w tygodniach epidemii, tuż obok używanego do dezynfekcji spirytusu, okazały się drożdże – w całym marcu klienci sklepów małoformatowych wydali na nie prawie 4 razy więcej niż w marcu 2019 r., warto jednak dodać, że gdyby nie problemy z dostępnością wzrost ten zapewne były znacznie wyższy.

Druga połowa marca to czas, kiedy większość Polaków zgodnie z zaleceniami została w domach, a na zakupy wychodziła raczej rzadko, przy czym duża część z nich kierowała swoje kroki do pobliskiej, niewielkiej  placówki, gdzie klienci są mniej narażeni na kontakt z innymi osobami. W tym czasie duże wzrosty sprzedaży w sklepach małoformatowych odnotowywały wszelkiego rodzaju produkty do gotowania i wypieków (wydatki na dodatki do ciast w całym marcu br. były o 60% wyższe niż przed rokiem), klienci chętniej sięgali po większe, familijne opakowania produktów, częściej też wkładali do koszyka pakowane sery czy wędliny. Spadki sprzedaży odnotowały natomiast wszelkie kategorie impulsowe, jak batony (spadek sprzedaży o 12% w porównaniu z marcem 2019 r.), rogaliki, musy owocowe, a także gumy do żucia (spadek o 26%). Gorzej niż przed rokiem sprzedawały się również napoje, głównie za sprawą mniejszego popytu na wody, soki i napoje gazowane w małych opakowaniach, ale duże spadki odnotowały też napoje energetyzujące i izotoniczne. Mimo ciepłej końcówki marca nie odnotowano typowych dla tej pory roku  skokowych wzrostów sprzedaży kategorii najbardziej wrażliwych na pogodę, jak piwo i lody impulsowe (wydatki na nie były w marcu br. aż o 37% niższe niż przed rokiem).

Wielkanocne zakupy w osiedlowym sklepiku

W kwietniu 2020 r. zachowania zakupowe w dużej mierze zależały od obowiązujących właśnie zasad i ograniczeń. Wprawdzie limity klientów, nawet w pierwotnej zaostrzonej wersji, nie wpłynęły na zmniejszenie liczby transakcji w sklepach małoformatowych (czego nie można powiedzieć o większych placówkach), ale już obowiązujące przez cały kwiecień godziny dla seniorów były odczuwalne również dla placówek małoformatowych – jak wynika z danych CMR, w okresie obowiązywania godzin dla seniorów łączne obroty tych sklepów o godzinie w  godz. 11.00-12.00 były o około 40% niższe niż godzinę później kiedy zakupy mogli robić już wszyscy klienci. Ograniczenia związane z liczbą osób przebywających w sklepie sprawiły, że przed supermarketami i innymi większymi placówkami zaczęły się tworzyć długie kolejki. Zapewne spora część zniecierpliwionych czekaniem klientów wybierała wówczas zakupy w mniejszej placówce, gdzie nie było takich problemów. M.in. z tego powodu tegoroczne święta wielkanocne, które przez wielu Polaków były spędzane w znacznie węższym niż zwykle gronie, w sklepach małoformatowych nie przyniosły spadków sprzedaży – w tygodniu wielkanocnym łączne obroty sklepów małoformatowych były o 5,5% wyższe niż w świątecznym tygodniu rok wcześniej. W br. przed Wielkanocą klienci sklepów małoformatowych wydali nieco więcej niż przed rokiem wydali m.in. na majonez, chrzan, mąki i czekolady, niższa była natomiast wartość sprzedaży figurek czekoladowych, które często są kupowane na prezent. Pierwsze tygodnie kwarantanny przyniosła małym sklepom, to czego nie udało się ograniczeniom związanym z handlem w niedzielę – klienci zaczęli częściej robić w nich zwykłe, codzienne zakupy spożywcze (a czasem nawet kosmetyczno-chemiczne), a nie tylko wpadać po piwo, wódkę czy papierosy.

Powrót do (nowej) normalności

Jednak już koniec kwietnia i początek maja przyniosły długo oczekiwane odmrożenie – z tygodnia na tydzień znikały kolejne zakazy i obostrzenia, co od razu znalazło odzwierciedlenie w danych ze sprzedaży – z tygodnia na tydzień zaczęła rosnąć liczba transakcji, a średnia wartość transakcji była coraz niższa (w ostatnim tygodniu maja było to już 18,67 zł, o 20% więcej niż przed rokiem). Klienci sklepów małoformatowych coraz częściej zaczęli wpadać do pobliskich placówek po impulsowe lub uzupełniające zakupy 1-2 produktów, rzadziej robili w nich natomiast większe sprawunki na kilka dni. Większość produkty do gotowania i przygotowania domowych posiłków nadal sprzedawała się znacznie lepiej niż przed rokiem, ale wzrosty były znacznie niższe niż w pierwszych tygodniach po wybuchu epidemii – np. w maju wydatki na olej czy płatki śniadaniowe były o około 10% wyższe niż przed rokiem, ale w pierwszych tygodniach kwarantanny kategorie te notowały wzrosty o kilkadziesiąt procent w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej. W tym czasie zaczęła natomiast spadać sprzedaż kupowane wcześniej na zapas produktów suchych (jak ryż, kasze czy makaron), a także m.in. papieru toaletowego.

Obostrzenia związane z koronawirusem, mniejsza liczba spotkań towarzyskich i okazji do wychodzenia z domu wpłynęły też na sprzedaż alkoholu w sklepach małoformatowych. Łącznie w ostatnich 3 miesiącach klienci sklepów małoformatowych do 300 mkw. wydali na nie o 9% więcej – głównie jednak za sprawą wyższych cen, bo w ujęciu wolumenowym sprzedaż utrzymała się na podobnym poziomie jak przed rokiem. Tuż po wybuchu epidemii spadła nieco sprzedaż piwa (tu kategorię ciągnęły w dół produkty kupowane na weekendowe okazje specjalne, czyli marki premium, warianty smakowe, radlery), jednak w ostatnich tygodniach ich sprzedaż była już zbliżona do poziomu sprzed roku. Łącznie w całym omawianym okresie wartość sprzedaży piwa wzrosła o około 4%, choć w ujęciu wolumenowym odnotowano niewielki spadek o 1%. Epidemia koronawirusa nie wpłynęła na rosnącą popularność piw bezalkoholowych – w maju 2020 r. wartość ich sprzedaży była o 30% wyższa niż rok temu. Zmieniły się natomiast preferencje konsumentów wódek. Do wybuchu epidemii motorem tej kategorii były wódki smakowe w małych opakowaniach, jednak nowa rzeczywistość odwróciła ten trend – w pierwszych tygodniach kwarantanny sprzedaż wódek smakowych gwałtownie spadła (głównie za sprawą najmniejszych pojemności), większym zainteresowaniem zaczęły się natomiast cieszyć wódki czyste w dużych pojemnościach. Łącznie w ostatnich 3 miesiącach wartość sprzedaży wódek czystych wzrosła o około 15%, podczas gdy wydatki na wódki smakowe – zaledwie o 7% (w ujęciu wolumenowym było to odpowiednio 6% i 1%). Warto jednak zaznaczyć, że w ostatnich tygodniach maja wódki smakowe w małych opakowaniach zaczęły wracać do łask – ich sprzedaż była o kilkanaście procent wyższa niż tuż po wybuchu epidemii.

Foto: bigstockphoto