Do Ostródy zaglądam w przeddzień jednego z najbardziej oryginalnych festiwali w Polsce – Ostróda Reggae Festival. Miasto spodziewa się tysięcy fanów muzyki i kultury reggae, którzy różnią się wiekiem, pochodzeniem, kolorem skóry czy językiem – połączą ich między innymi spotkania w małych sklepach.
Jak słychać w rozmowach z handlowczyniami, osoby, które choć raz uczestniczyły w festiwalu, często wracają w kolejnych latach. Oprócz ich napływu na czas festiwalowych dni można tu także dostrzec turystów odwiedzających miasto przez cały sezon i korzystających z uroków jezior oraz zagospodarowanych plaż. Ci, którzy przyjeżdżają pociągiem, po kilku godzinach podróży swoje kroki zwykle kierują do pobliskiego sklepu spożywczego. Sprzyjająca lokalizacja, a jednocześnie niezbędny asortyment odpowiada zarówno tym pokonującym drogę do i z dworca, jak i okolicznym mieszkańcom. Sama trafiłam na sklep w pogoni za czymś smacznym i dodającym energii.
Z pociągu i na pociąg
W sklepie nieopodal dworca kolejowego w Ostródzie pracuje pani Anna. To u niej odwiedzający mogą zaopatrzyć się w najpotrzebniejsze artykuły do jedzenia, picia i te z półki z chemią. To także miejsce, w którym kupuje grono stałych klientów, również tych dojeżdżających. Pani Anna stwierdza, że w jej punkcie odpowiednie produkty znajdą osoby chcące uzupełnić swoje spożywcze zasoby domowe o różnego rodzaju kawy, herbaty czy słodycze. Można u niej wybierać spośród propozycji paczkowanych, od popularnych na rynku producentów, a ponadto tych w postaci lokalnych wyrobów cukierniczych, takich jak pączki z marmoladą, warkocze czy słodkie bułki z serem – na jedną taką bułkę się skusiłam i przyznam, że po kilkugodzinnej podróży pociągiem postawiła mnie na nogi – była świeża, miękka i słodka. Wracając do asortymentu, można tu także znaleźć spory wybór alkoholi mocnych i piwa. Stali klienci wiedzą, że kupią tu też świeże warzywa, wędliny i sery, kiełbasę na grilla, a nawet elektrolity czy lody. Pani Anna zdradza, że zaglądają tu osoby w różnym wieku. Często klienci sami podpowiadają, o co jeszcze warto poszerzyć asortyment na sklepowych półkach.
Załoga placówki sprowadza takie artykuły na życzenie – tak powstał między innymi kącik chemiczny, mający w przestrzeni sklepu specjalne, ciekawe miejsce. Znajduje się po prawej stronie od wejścia, na szklanym regale, za którym nie ma ściany i pada na niego światło z sąsiedniego pomieszczenia – tu trafia asortyment sprowadzony właśnie na prośby klientów. Proszki do prania, płyny do płukania tkanin, artykuły higieniczne, dezodoranty – to tylko niektóre z cieszących się największym zainteresowaniem odwiedzających sklep produktów.
Reggae nam się szykuje
Na centralnym placu miasta, przy ratuszu, natrafiam na delikatesy z bardzo szerokim asortymentem zarówno produktów spożywczych, wyszukanych słodyczy, jak i z rozbudowaną półką z chemią, artykułami przemysłowymi, prasą oraz krzyżówkami. O rozmowę proszę jedną ze sprzedawczyń, która postanawia wyjść zza lady i odpowiedzieć szczegółowo na moje pytania wśród alejek, wskazując mi produkty najchętniej wybierane przez klientów. A kto przychodzi tu najczęściej? Sprzedawczyni wymienia:
– Zaglądają do nas głównie stali klienci z pobliskiego osiedla. Największą grupę stanowią osoby starsze – bo taki starszy człowiek nie pójdzie do marketu, chociaż dyskonty mamy tutaj blisko. On woli przyjść tu, bo nas zna i tu może z nami porozmawiać. Sklep funkcjonuje już od około 20 lat. Z wszystkimi jesteśmy po imieniu.
Pani Anna przechodzi do opowieści o gościach napływowych, którzy pojawiają się zwykle po określony asortyment:
– Reggae nam się szykuje. Wtedy klienci przychodzą najczęściej po chleb, coś do tego, piwo, a gdy są z dziećmi, to także dla nich coś wybierają. Mamy duży asortyment słodyczy.
Sprzedawczyni deklaruje, że załoga jest otwarta na potrzeby klientów:
– Wprowadzamy do oferty nowości. Klienci niejednokrotnie podpatrzą jakiś produkt w innym miejscu i potem nam podpowiadają, a my zamawiamy – mówi handlowczyni.
Pani Anna określa placówkę jako sklep typu 1001 drobiazgów, ponieważ tu każdy znajdzie coś dla siebie. Poszczególne alejki zawierają asortyment podstawowy, a ponadto ten bardziej wyszukany. Na przykład na półce ze słodyczami można znaleźć jaglane batoniki, z kolei na półce z artykułami przemysłowymi oraz chemią stoją również wkłady do zniczy.
Pogoda nie dla turystów
Deszczowa Ostróda daje się we znaki załodze Delikatesów Marcin, gdzie poznaję panie sprzedawczynie: Monikę oraz Paulinę. Przyznają one, że na turystów w taką pogodę nie ma co liczyć. Pani Monika pracuje tu niecały rok, ale zdążyła już dobrze poznać klientów. Są to stali bywalcy, wśród nich osoby starsze oraz rodziny z dziećmi. Pojawiają się tu po pieczywo, które z myślą o śniadaniu na świeżo najchętniej łączone jest z serkami topionymi, twarożkami, wędlinami czy regionalnymi wędzonymi kiełbasami. W lodówce widzę poza tym wybór różnych rodzajów kiełbas, w tym na grilla oraz schab czy pasztet. Po gotowe dania w słoikach, takie jak gołąbki, fasolka po bretońsku i pulpety, przychodzą zwykle starsze osoby. Sięgają ponadto po pierogi, kluski czy knedle z lodówki do odgrzania, a także mrożonki. Wystarczy je poddać obróbce termicznej i obiad gotowy. Oprócz tego odwiedzający tę placówkę mogą wybierać spośród makaronów, kasz, jest też dostępna bogato wyposażona półka z przyprawami, ketchupami i dżemami.
Panie sprzedawczynie zgodnie twierdzą, że latem muszą dbać o ciągłe uzupełnianie asortymentu lodów i napojów. Jeśli chodzi o alkohole, to tu również sporo asortymentu schodzi, a wśród tych napojów sprzedają się piwa smakowe – bezalkoholowe. Osobną grupę odwiedzających stanowi tutaj młodzież, która: – Najczęściej wpada po gotowe kanapki, paluchy serowe czy drożdżówki. Do tych zakupów dochodzi wtedy jeszcze jakiś napój – słyszę w rozmowie. Panie stwierdzają, że po wprowadzeniu ograniczenia wiekowego na napoje energetyczne, młodzież bez zmian odwiedza ich placówkę handlową. Załogi niewielkich sklepów spożywczych w Ostródzie, które udało mi się odwiedzić i poznać, wydają się przygotowane na napływ festiwalowiczów. Wiedzą, po co najchętniej zaglądają, dlatego zdążyli już tak zatowarować placówki, by klienci mieli siłę bawić się przez 4 dni do muzyki reggae.
Marta Rybko