Jesteś tutaj

Lato 2017: Sudecki Handel… z górki i pod górkę

W czerwcu redakcja „Poradnika Handlowca” odwiedziła kilka nadmorskich miejscowości, aby porozmawiać z handlowcami o zbliżającym się sezonie letnim. Tym razem udaliśmy się na drugi koniec Polski, by w znanych z turystyki miejscowościach położonych w Sudetach na własne oczy przekonać się, jak radzą sobie handlowcy w tej części kraju.

Kiedyś były inne czasy

Joanna i  Andrzej Karpińscy prowadzą swój sklep spożywczy „Kasia” w dolnej części Karpacza, w dużej odległości od znanego deptaka, który w sezonie jest oblegany przez turystów. Mimo to zdecydowali się prowadzić „interes” w tym miejscu. Choć przyznają – nie jest łatwo. Kiedyś było lepiej – wspominają. Sytuacja się pogorszyła po 2000 r., kiedy w niedalekiej odległości zaczęły powstawać dyskonty. W tej chwili działa ich już kilka i to w bliskim sąsiedztwie sklepu państwa Karpińskich. – Gdyby nie to, że prowadzimy handel we własnym lokalu, nie zdecydowalibyśmy się na prowadzenie sklepu, w przypadku wynajmu nie dalibyśmy rady – zgodnie mówią. Kiedyś mieli wielu stałych, starszych klientów, którzy niestety poumierali… Musieli zatem znaleźć sposób, by zarabiać. Jeden z pomysłów polega na sprzedaży piw, których nie oferują inni – u nas w większo ści są to czeskie piwa, z reguły niepasteryzowane, w które zaopatrują się głównie w lokalnych hurtowniach. Ich klienci to przede wszystkim mieszkańcy Karpacza, choć sezon turystyczny w  sudeckich kurortach trwa właściwie cały rok. Pan Andrzej dobrze wspomina śląskich emerytowanych  górników, którzy przyjeżdżali do Karpacza na wypoczynek i  odwiedzali jego sklep. Udało się wtedy zarobić, bo Ślązacy nie korzystali z oferty marketów. Woleli zaopatrzyć się w  piwa w  tradycyjnych sklepach.

Wyżej, lepiej

Jedziemy dalej, a  właściwie wyżej – do środkowej części Karpacza. Dojeżdżamy do sklepu spożywczego „U Jurka”, znajdującego się przy popularnym punkcie zwiedzania – Kruczych Skałach. Tu nastroje są bardziej optymistyczne, bo wiele jednak zależy od lokalizacji sklepu. Rozmawiamy z Jerzym Ukleją, właścicielem. Mówi nam, że Karpacz w  ostatnich latach odżył – z  roku na rok odwiedza go coraz więcej turystów – w związku z tym pan Jerzy jest zadowolony z przychodów sklepu. – Handel związany z turystyką trwa tu właściwie cały rok – jest przecież Sylwester, są ferie zimowe, Wielkanoc, majówka. Zimą narty, latem piesze wędrówki – wymienia pan Jerzy. – Wtedy miasto się zapełnia – dodaje. Dużym atutem sklepu jest właśnie jego lokalizacja, jest usytuowany niedaleko popularnych szlaków górskich – również tego najbardziej obleganego, na Śnieżkę. W pobliżu znajduje się także miejsce, skąd odjeżdżają wycieczki autokarowe, dlatego przemieszcza się tu dużo osób. Właściciel mówi, że turyści, którzy nocują w  okolicznych ośrodkach i  pensjonatach, często odwiedzają jego sklep, kupując pieczywo, napoje, słodycze, produkty na śniadanie.  Wcześnie rano przychodzą turyści wybierający się na szlaki, ci wybierają artykuły mające zapewnić energię na wędrówkę. Natomiast po powrocie zaopatrują się w  produkty na wieczór – dużym zainteresowaniem cieszy się piwo. Przy sklepie jest również postawiona wiata i  stoliki wraz z  krzesłami, gdzie można wypić kawę i  posilić się przed dalszą drogą. Pan Jerzy mówi, że ostatnio dostrzega nową grupę turystów. – Karpacz odwiedzają rodzice z dziećmi, może być to związane z  wprowadzeniem programu 500 plus. Często widzę jednego rodzica z  dzieckiem, drugi pewnie pracuje. Karpacz to też od lat tradycyjne miejsce wyjazdów integracyjnych, konferencji, seminariów, a ich uczestnicy to również moi klienci – mówi Jerzy Ukleja.

Śnieżki nie ma, ale handel kwitnie

Ruszamy w  dalszą drogę, by odwiedzić drugi ze znanych karkonoskich kurortów – Szklarską Porębę. Miejscowość ta jest położona w równie atrakcyjnym miejscu jak Karpacz – u podnóża karkonoskiego łańcucha – pod Szrenicą, która także jest częstym celem wycieczek turystów. Na początek zaglądamy do sklepu „Kaja” należącego do sieci Euro Sklep. Kierownik sklepu – Dariusz Kamiński mówi, że prawdziwy letni „handlowy boom” zaczyna się tu w połowie lipca i trwa do połowy sierpnia. Potwierdza informację, że z roku na rok turystów przybywa. Sprzedaż w okresie letnim wzrasta nawet o 20%. Jednak pan Dariusz od razu dodaje, że bardzo dobre przychody sklep notuje również zimą, szczególnie w lutym – w czasie ferii. Podczas rozmowy dowiadujemy się, że w  Szklarskiej Porębie znajduje się mniej dyskontów niż w Karpaczu, co jest istotne dla właścicieli sklepów tradycyjnych. Punkt, którym kieruje pan Dariusz ma stałą obsadę pracowników, nie trzeba na sezon zatrudniać dodatkowej kadry, choć tak jak w całej Polsce, o  dobrego pracownika trudno. – Turyści najczęściej odwiedzają sklep w godzinach popołudniowych, kupując słodycze, piwo, lody, chipsy czy też przekąski. Najczęściej, kiedy schodzą ze szlaku. Sklep jest odwiedzany również chętnie przez turystów w  godzinach późno popołudniowych i  wieczornych – informuje nas Dariusz Kamiński.

 Znajome twarze

Kilkadziesiąt metrów dalej zaglądamy do kolejnego sklepu spożywczego. Rozmawiamy z  Julią Romańską – ekspedientką, która mówi nam, że Szklarska Poręba to dobre miejsce do handlu. – Sezon trwa cały rok i do sklepu zagląda stała grupa klientów. Ekspedientki poznają już turystów, którzy upodobali sobie to miejsce i  przyjeżdżają każdego roku – mówi z uśmiechem pani Julia.

Kategoria: 

Podobne artykuły

Producenci żywności szykują się do opakowaniowej rewolucji. 13 grudnia br. wejdą w życie nowe przepisy, które całkowicie zmienią wszystkie etykiety. Ich wymiana kosztować może nawet 2 mld zł.

Ukraina gotowa jest otworzyć swój rynek dla polskiej wieprzowiny - oświadczył we wtorek minister rolnictwa Ukrainy Ihor Szwajka, który uznał, że nie ma już podstaw do przedłużania embarga ogłoszonego po wykryciu w Polsce wirusa afrykańskiego pomoru świń.

X